Strona Główna · Newsy · Artykuły · Linki · Muzyka · Playlista · Koncerty · Galeria · Forum · Kontakt Styczeń 19 2018 12:11:21
Nawigacja
Strona Główna
Newsy
Artykuły
Linki
Sport
Muzyka
Playlista
Koncerty
Galeria
Forum
Szukaj
Kontakt
Ostatnie Artykuły
TOP 15 płyt w 2016 roku
Duff Mc Kagan - Sex,...
€uro oczami ki...
TOP 20 filmów w 2010...
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 4
Najnowszy Użytkownik: MathewTaums
€uro oczami kibola

Euro to nie jest impreza, która wywołuje we mnie jakiekolwiek emocje. To impreza dla sponsorów, VIP-ów i innych podmiotów zainteresowanych zarabianiem pieniędzy - z każdym rokiem ma to coraz mniej wspólnego z zawodami sportowymi, które się odbywają niejako przy okazji. Chodzi tylko i wyłącznie o trzepanie kasy na wszystkim, co się da – na pamiątkach, na biletach i przede wszystkim na transmisjach tv.





Od każdego meczu na tym turnieju wolę sparing Legii z Mławianką na bocznym boisku, w sobotę o godz. 9 rano przy obfitych opadach deszczu. Tak wiem, że zaraz zostanę skrytykowany w kulturalny sposób tekstami typu, „co Ty pierdolisz?” itp. Wcale nie pierdolę, lecz mówię to co myślę i czuję. Konsekwentne działania polityków (ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych), policji (masowa inwigilacja), PZPN (klub kibica reprezentacji) i innych służb wymierzone w zorganizowany ruch kibicowski w Polsce skutecznie zniechęciły najbardziej fanatyczną część kibiców do imprezy zwanej Euro 2012. W tym i mnie również. Miało być święto, doping i ogień (dosłownie i w przenośni :P) na trybunach, a jak widać jest stypa, przerywana pojedynczymi okrzykami, wymalowane twarze, kapelusze, trąbki i inne pierdoły na które piłkarscy kibole (jak nas pieszczotliwie nazywają w mediach) patrzą z politowaniem. Zwykły szary człowiek w Polsce, który widowiskiem sportowym interesuje się tylko od święta (typu MŚ, ME, Igrzyska Olimpijskie), nigdy nie zrozumie, w czym tkwi istota fanatyzmu kibicowskiego, gdyż nie chce mu się wstać od telewizora i zobaczyć jak wygląda świat spoza szklanego ekranu i jak może wyglądać widowisko piłkarskie bez dmuchania w wuwuzelę.

Ale wracam już do tematu, bo miało być o Euro widzianym oczami kibola. Gdyby nie bilet wygrany w konkursie (za co dziękuję Państwu Ś. :D ) zapewne nie zobaczyłbym żadnego meczu na żywo. Udało się jednak uzyskać wejściówkę na mecz Hiszpania – Włochy w Gdańsku. Sam mecz zapowiadał się bardzo ciekawie – dwaj ostatni mistrzowie świata na uważanym za najładniejszy w Polsce stadionie w Gdańsku. Wizytę nad morzem postanowiłem połączyć z odwiedzinami u siostry, tak więc o nocleg nie musiałem się martwić. Mecz odbył się w niedzielę, a Ja w podróż wyruszyłem dzień wcześniej Polskim Busem. Szybko, tanio i przyjemnie – bardzo polecam podróżowanie w ten sposób – o wiele wygodniej i taniej niż pociągiem czy samochodem – wifi, klima, poczęstunek na pokładzie, tak więc 5 godzin minęło bardzo szybko.

Sobotę miałem zamiar spędzić odwiedzając gdańską strefę kibica i tam obejrzeć mecze, które odbywały się tego dnia. Jednak nienajlepsza pogoda i nieoczekiwane zaproszenie na wódeczkę sprawiły, że wybrałem tą drugą opcję. „Nocne Polaków rozmowy” z zaprzyjaźnionymi kibicami Lechii Gdańsk przeciągnęły się do 4 nad ranem. Cieszy mnie, że pomimo różnic i codziennej rywalizacji na każdym polu, udało się znaleźć wspólny język i wspólne poglądy na wiele spraw dotyczących ruchu kibicowskiego w Polsce i ogólnie życia w tym coraz bardziej POlicyjnym kraju. Ciekawostką jest to, że Gdańsk czeka na Niemców w ćwierćfinale, tak jak Warszawa czekała na Ruskich – jak to się skończyło każdy widział :)

Niedziela – a więc mecz. Lekko „wczorajszy” wyruszam tramwajem do Dworca Głównego, a stamtąd tramwajem pod stadion razem z grupą hiszpańskich i włoskich kibiców, pierdzących całą drogę w trąbki, śpiewających jakieś tam swoje piosenki. Jak się miało okazać obie ekipy były głośniejsze w tramwaju niż potem na stadionie. Gdzie tu sens? Gdzie tu logika? Dotychczas sądziłem, że to na meczu zdziera się gardło przez całe 90 minut, ale może Ja się nie znam. Może teraz modnie jest tak po zachodniemu siedzieć cicho i tylko od czasu do czasu wznosić ochy i achy. Sorry ale to nie dla mnie. Gdy u nas przyjmie się taki styl kibicowania to kupię sobie psa i będę w porze meczów wyprowadzał go na długi spacer.





Samo dojście na stadion bez problemów. Kilka minut piechotą zamkniętymi ulicami i już znalazłem się pod PGE Areną. Stadion z zewnątrz naprawdę robi wrażenie – doskonała jakość wykonania, a wieczorem, gdy jest podświetlony musi wyglądać niesamowicie. Pod bramami stadionu niemiła niespodzianka, czyli ogromne kolejki. Niby europejska impreza, a wpuszczanie typowo po polsku – 2 osoby na 10 minut. Ale, że Polak potrafi to udało się to ominąć. Szybki rzut okiem w prawo – też kolejki. Natomiast z lewej strony na parkingu było jakieś wejście gdzie mało kto szedł. Szybki skok prze dwie barierki w momencie jak pan władza akurat „nie patrzał” :D i tym sposobem udało mi się dotrzeć do wejścia dla mediów, gdzie pan ochroniarz bez problemu mnie wpuścił :) Chwila zwiedzania po promenadzie stadionu a potem szybko na trybuny ponieważ do pierwszego gwizdka zostało już niewiele czasu. W środku stadion wygląda raczej standardowo, fajne rozwiązanie to małe telewizorki przy stoiskach z hot-dogami i napojami, które pozwalają na oglądanie meczu stojąc w kolejce. Po drodze na sektor natknąłem się jeszcze na mistrza olimpijskiego Roberta Korzeniowskiego. O Shakirze ani słowa – prywatna sprawa :P

Na sektorze kolejna niemiła niespodzianka – trzeba siadać tam gdzie wskazuje miejsce na bilecie. Stewardów nie interesowało, że akurat upatrzyłem sobie inną miejscówkę :) Mówi się trudno, w sumie można się było tego spodziewać. Różnica na duży minus z zasadami panującymi w młynie na każdym ligowym stadionie. Siedząc z piknikami, zachowuj się jak piknik, tak więc porobiłem parę fotek, chwila oczekiwania, hymny i zaczęli. Na trybunach nierówny podział sił – więcej Hiszpanów (ok. 15 tysięcy). Gości z Półwyspu Apenińskiego ok. 7 tysięcy. Raz na kilkanaście minut obie grupy zarzucały albo gromkie „Italia” albo „E Viva Espana” z bębnem. Ale generalnie to piknik i cisza przez większość czasu. Dobrze, że chociaż mecz był dobry to można było się na czymś skupić. Z elementów czysto kibicowskich jedynie Włosi zaraz na początku spotkania odpalili świecę dymną i na tym koniec atrakcji. Włoscy Tifosi, czyli kolebka ruchu Ultras zaprezentowali się żenująco. Ponadto żeby się nudzić wybrałem sobie na faworyta meczu Włochów, w czym byłem odosobniony, bo większość neutralnych widzów (bo nie można ich nazwać kibicami) trzymała kciuki za Hiszpanów. Mecz prowadzony w szybkim tempie mija bardzo szybko i kończy się remisem 1:1. Lepsi byli Makaroniarze, ale Hiszpania to aktualny mistrz Świata i Europy naszpikowana wieloma gwiazdami Barcelony i Realu. A i tak na boisku przyćmił ich Andrea Pirlo, pomocnik Juventusu, który był zdecydowanie najlepszy na placu gry i zaliczył asystę przy golu. Oglądanie z bliska takich gwiazd jak Xavi, Iniesta czy Buffon to oczywiście wielka przyjemność, rzadko się zdarza aby tacy piłkarze biegali po polskich murawach.





Powrót do centrum bardzo szybki – 6 minut SKM-ką spod samego stadionu. Warszawa mogłaby się uczyć od Gdańska jak rozwozić tłum ludzi po meczu – wcale nie trzeba w tym celu zamykać połowy miasta i dwóch mostów, a ludziom kazać iść na pieszo przez kilka kilometrów. Czas do końca swojego pobytu, czyli do poniedziałku spędzam z siostrą. Razem z siostrzeńcem puszczamy sobie bańki mydlane a jego szczera radość w tym momencie rekompensuje mi wszystkie niedogodności z niedzielnego „widowiska”. Szkoda, że nie udało się zostać w Gdańsku na dłużej, ale obowiązki służbowe wzywały już od wtorku z samego rana.

Podsumowując swoją wyprawę chcę wyrazić nadzieję, żeby takich imprez jak Euro 2012 w Polsce było jak najmniej. Poza emocjami na boisku nie ma w tym nic atrakcyjnego. Na stadionie zamiast żywiołowego dopingu panuje atmosfera festynu. Równie dobrze można by zamiast widzów posadzić kukły i nikt by nie odczuł różnicy. Pieniądze zabijają futbol, zabijają prawdziwe emocje i radość z przeżywania gry swojej ukochanej drużyny. Osoby, które dbają o zorganizowany doping, o oprawy meczowe i o to, żeby stadion nie był teatrem są inwigilowane, szykanowane, opluwane przy każdej możliwej okazji. I dzieje się tak tylko dlatego, że fanatycy mają swoje zdanie i nie boją się go głośno wyrazić. Jak się nietrudno domyślić jest to zdanie przeciwne w stosunku do tych, którzy chcą na piłce zarabiać pieniądze – stąd te represje. Ale my o swoje miejsce na trybunach walczyliśmy, walczymy i walczyć będziemy. Ku rozpaczy polityków, biznesmenów, PZPN i policji, zorganizowany ruch kibicowski w Polsce ma się bardzo dobrze. I niech tak zostanie :)

AGAINST MODERN FOOTBALL
AGAINST MODERN ULTRAS

Galeria zdjęć

Warszawa, 16.06.2012.


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie