Strona Główna · Newsy · Artykuły · Linki · Muzyka · Playlista · Koncerty · Galeria · Forum · Kontakt Październik 17 2018 06:03:03
Nawigacja
Strona Główna
Newsy
Artykuły
Linki
Sport
Muzyka
Playlista
Koncerty
Galeria
Forum
Szukaj
Kontakt
Ostatnie Artykuły
TOP 15 płyt w 2016 roku
Duff Mc Kagan - Sex,...
€uro oczami ki...
TOP 20 filmów w 2010...
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 6
Najnowszy Użytkownik: Joshrer
Sport

Moje początki zainteresowania sportem przypadają na rok 1994. Oczywiście już wcześniej biegałem za piłką na podwórku, natomiast od tego momentu zacząłem się interesować drużynami, rozgrywkami, kto z kim wygrał i dlaczego (potem się okazało, że moje emocjonowanie się było zbędne gdyż wszystkie mecze były ustawione). Z tego co pamiętam to pierwszym meczem jaki oglądałem było spotkanie Legia - Górnik decydujące o tytule mistrza kraju dla warszawskiej ekipy. Potem były mistrzostwa świata w USA, po których wciągnąłem się na dobre. Ostatnio zastanawiałem się skąd moja sympatia do klubów, które możecie znaleźć w menu po prawej stronie. Uzupełniając sukcesy poszczególnych drużyn zauważyłem, że wszystkie (poza Liverpoolem) zdobyły tytuł mistrza kraju właśnie w 1994 roku. Tak więc mogę pokusić się o stwierdzenie, że stara miłość nie rdzewieje i od tamtego czasu jestem wierny wszystkim opisanym drużynom.

Oczywiście patriotyzm lokalny jest bodźcem, który działa na mnie najsilniej, stąd szczególne miejsce w moim sercu zajmuje Legia Warszawa. Z początku był to wybór oczywisty, bo w Warszawie nie było komu kibicować. Totalnie wkręciłem się w roku 2002, kiedy po raz pierwszy w pełni świadomie pojawiłem się na stadionie i przekonałem się, że mecz na żywo to zupełnie inne emocje niż w tv. Przekonałem się, że gra piłkarzy to tylko dodatek do tego co się dzieje na trybunach (przynajmniej w polskim wydaniu). Kartoniady, kolorowe sektorówki, race, balony, sztuczne ognie, flagi - czyli w skrócie ruch ultras - było od tej pory ważniejsze od tego co się dzieje na murawie. Od tamtej pory na stadionie przy Łazienkowskiej pojawiam się regularnie, chociaż ostatnie działania klubu skutecznie mnie zniechęcają do kontynuowania swojej przygody ze stadionem Legii. Natomiast lata 2002-2005 będę wspominał do końca życia jako najlepszy okres w historii Legii, mimo braku wielkich wyników sportowych. Jestem zdania, że w tym okresie ludzie żyli Legią każdego dnia, każdej godziny - w pracy, domu i szkole, niecierpliwie odliczając godziny do kolejnego meczu. Żeby przyciągnąć ludzi na stadion nie było potrzeba wielomilionowej kampanii zachęcającej do przyjścia na mecz - wystarczyło jedno hasło "będzie oprawa" i brakowało biletów nawet na mecze z Odrą Wodzisław. Może jeszcze kiedyś to wróci, pojawiła się nadzieja w postaci porozumienia kibiców z klubem. Trzeba być optymistą, ze po tylu latach podkładania sobie nóg, wycinania numerów (vide akcja "Widelec") w końcu na stadion Legii powróci normalność.



Oczywiście byli też piłkarze, którzy zyskali sobie szacunek i uznanie swoją dobrą grą w ciągu tych kilku lat mojego pobytu na trybunach. Do takich postaci zaliczają się Jacek Zieliński, Czarek Kucharski, Marek Jóźwiak, Aleksandar Vuković, Artur Boruc, Łukasz Fabiański, Jan Mucha, Stanko Svitlica, Marek Saganowski oraz trener Okuka. Natomiast w Polsce (szczególnie w ostatnich latach) nie ma czegoś takiego jak uwielbienie dla piłkarza przez kibiców (co jest np. na Zachodzie). Wynika to z marnego poziomu sportowego reprezentowanego przez naszych grajków i braku profesjonalnego podejścia do zawodu. Dlatego też prawdziwą piłkę to się ogląda w Lidze Mistrzów i na turniejach typu Mistrzostwa Świata lub Europy. I tu przechodzimy do kolejnego punktu moich zainteresowań czyli piłki europejskiej. Nie chcę się rozpisywać na temat każdego klubu, pozwolę sobie tylko na krótką wzmiankę odnośnie piłkarzy i wydarzeń, dzięki czemu utrzymywało się moje zainteresowanie kilkoma drużynami przez ostatnich ładne parę lat:
- FC Barcelona (Romario, Stoiczkow, Ronaldo, Ronaldinho i obecny team z Xavim, Messim, trzymanie się swojej ofensywnej filozofii gry pomimo zmian)
- Bayern Monachium (Klinsmann, Elber, Basler, Effenberg, finały LM z 1999 i 2001 roku)
- AC Milan (grupa ultras Fossa Dei Leoni, Maldini, Simone, Baresi, trener Ancelotii, Pirlo, Boban, Rui Costa)
- Liverpool FC (edycja Ligi Mistrzów 2005, Carragher, "You'll Never Walk Alone" na Anfield Road - ciarki na plecach)
- Paris Saint-Germain (Loko, Okocha, Ginola, Ronaldinho, Pauleta, oprawy Boulogne Boys)
- Benfica Lizbona (Michelle Preud'Homme, Rui Costa, Aimar, Saviola, Paulo Sousa, Poborsky)

Poza piłką nożną największe emocje wywołuje u mnie liga NBA. Flirt z tą ligą i całą koszykówką zaczął się znacznie później bo w latach 1997-1998 o ile dobrze pamiętam. Wtedy swoją sportową karierę kończył największy sportowiec w historii - Michael Jordan. Wielu wieszczyło koniec zainteresowania rozgrywkami za oceanem, ale dla młodych ludzi takich jak ja to był okres szukania nowych idoli. Mnie fascynowała zawsze gra na pozycji rozgrywającego stąd Jason Williams ze swoim ofensywnym, magicznym wręcz stylem gry (no look pass, podania z łokcia, za plecami) zrobił na mnie największe wrażenie (koszulkę z nr 55 mam do dziś :) ). Cała drużyna Sacramento Kings odradzała się w tamtym okresie jak Feniks z popiołów - Chris Webber, Vlade Divac, Doug Christie, Peja Stojaković. Regularnie byli najlepiej punktującą drużyną w NBA.



Oprócz Kings wielkie wrażenie wywarł na mnie sezon 1999/2000 w wykonaniu New York Knicks, w którym pokonali wszystkich faworytów i dopiero w finale musieli uznać wyższość drużyny z San Antonio. Niemniej jednak Knicks zostali moją ulubioną drużyną do tej pory bez względu na to kto potem tam grał i jak bardzo wszystko spieprzył Isiah Thomas. To chyba magia hali i publiczności Madison Square Garden oraz niesamowita historia. Następne kilka lat (okres liceum) to świetne mecze gwiazd, ciekawe playoffy i małe sukcesy w uprawianiu basketu na polu prywatnym. To wszystko wciągało niesamowicie i z niecierpliwością sprawdzało się rano wyniki w Telegazecie (Internet to dopiero potem). Kolejne lata ze względu na brak transmisji w polskiej TV trochę uciekły, ale odkąd koszykówka na stałe zagościła w C+ zapał powrócił i trwa do dziś.

Oczywiście skłamałbym gdybym stwierdził, że tylko NBA podobała mi się w tamtym czasie. Nie wiem czy nie większe wrażenie zrobiły na mnie finały w Polskiej Lidze Koszykówki z 1998 roku pomiędzy Pekaesem Pruszków a Śląskiem Wrocław. I kiedy cała Warszawa kibicowała chłopakom z Pruszkowa to mi bardzo podobała się gra Macieja Zielińskiego i Raimondasa Miglinieksa. Potem panowie w kolejnych latach dostarczali wielu wrażeń występując w Eurolidze i walcząc jak równy z równym z najlepszymi m.in. z Panathinaikosem Ateny. Niestety kolejne lata to powolny upadek polskiej koszykówki i poza Prokomem (który regularnie gra w Eurolidze) poziom jest coraz gorszy, dzieciaki się nie garną do uprawiania basketu. To smutne bo Polska nie wykorzystuje potencjału. Kiedyś był boom na basket, a teraz nawet na Eurobaskecie hale nie były do końca wypełnione. Ale to historia na opowiadanie w innym terminie.

Co do zainteresowań innymi dyscyplinami jest trochę tego, ale głównie moja uwaga skupia się na najważniejszych imprezach jak Igrzyska Olimpijskie, Mistrzostwa Świata czy Europy. Pływanie, Lekkoatletyka, Kolarstwo (tylko Tour De France), Tenis (turnieje Wielkiego Szlema), Hokej (na Igrzyskach) i mój ostatni konik czyli snooker. Wogóle nie pasjonuje mnie siatkówka (chyba, ze grają Polacy) oraz boks (odkąd obili Andrzeja kilka razy).

Prywatnie preferuję jazdę na rowerku i rzucanie do kosza. Rekreacyjnie lubię sobie też pograć w ping-ponga i badmintona w przerwach pomiędzy kolejnymi wakacyjnymi grillami :)

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie