Strona Główna · Newsy · Artykuły · Linki · Muzyka · Playlista · Koncerty · Galeria · Forum · Kontakt Lipiec 17 2018 19:12:20
Nawigacja
Strona Główna
Newsy
Artykuły
Linki
Sport
Muzyka
Playlista
Koncerty
Galeria
Forum
Szukaj
Kontakt
Ostatnie Artykuły
TOP 15 płyt w 2016 roku
Duff Mc Kagan - Sex,...
€uro oczami ki...
TOP 20 filmów w 2010...
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 6
Najnowszy Użytkownik: Joshrer
Cree - Klub Fugazi 2016
"Odrapane ściany miał klub, małą scenę, brudny bar ..."

Bar brudny może nie był (w kształcie gitary wyglądał zajebiście), ale pozostałe pomieszczenia z czystością, estetyką i komfortem miały niewiele wspólnego (np. na sali ze sceną była dziura w ścianie, która wychodziła wprost na ulicę). Fugazi to nieznane mi dotąd miejsce na koncertowej mapie Warszawy. Klub reaktywował się na warszawskiej Pradze (w nieciekawej okolicy, blisko Dworca Wschodniego) po ponad 20 latach niebytu (o tym dawnym miejscu śpiewał m.in. T.Love w piosence "Nabrani"). Zajmuje dwa piętra, posiada salkę koncertową na max. 500 osób z małą sceną, która raczej nie pozwala artystom się wyszaleć. Ale muszę przyznać, że ma swój urok z tymi wszystkimi malowidłami na ścianach (hitem obraz kobiecego łona tuż nad rynną do sikania w męskiej ubikacji :D ).

Słowa, które zamieściłem w tytule relacji to nie moja twórczość tylko fragment tekstu piosenki "Z Nieba Spadło" grupy Cree, czyli gwiazdy niedzielnego koncertu. Sam zespół wymieniał porozumiewawcze uśmiechy podczas jego wykonywania, a podczas fragmentu "na widowni prawie był tłok" muzycy ryknęli śmiechem, bo na sali było może z 80 osób. Jednak Cree w żadnej sekundzie koncertu nie zlekceważyło tych fanów, którzy przyszli i kupili bilety. Zagrali pełne rockandrollowej pasji, prawie dwugodzinne show. I - co tu ukrywać - po raz kolejny namieszali mi na mojej liście ulubionych polskich zespołów.

Wszystko jednak zaczęło się od występu duetu Adam Zalewski & Artur Głowacki na gitarach akustycznych. Granie bardziej nadające się do pieczenia kiełbasek na ognisku panowie zakończyli coverem Maryli Rodowicz "Łatwopalni". Potem czas oczekiwania umilał (choć to wątpliwe określenie) facet z gitarami zrobionymi m.in. z pudełka po kubańskich cygarach. Nie wiadomo kto to był (właściciel?), bo się nie przedstawił, ale wypełniał czas bo drugi support z powodu choroby wokalisty nie dotarł na miejsce.

Wreszcie ok. 20:40 na scenie pojawił się Sebastian Riedel i jego Cree. Miejsce na widowni mieliśmy z Izą najlepsze z możliwych bo pierwszy rząd pod sceną tuż przed wokalistą. Od grudniowego koncertu Cree w Stodole (przed Dżemem, kiedy widziałem ich po raz pierwszy) przesłuchałem całą dyskografię zespołu i jestem oczarowany ich muzyką - rockowym powerem pomieszanym z balladową melancholią, życiowymi tekstami, urzekającym klimatem gitarowego grania i fantastyczną barwą głosu młodego Riedla.

Cree zaczęło od "Ja Wiem I Ty To Wiesz" i od samego początku "Bastek" czarował solówkami granymi na swoim złocistym Les Paulu. Obserwowanie go z tak bliska to prawdziwa uczta - to z jaką swobodą wyrzuca spod palców kolejne solówki i to jak się bawi efektami gitarowymi. Niewiele ustępował mu drugi gitarzysta Sylwester Kramek, który często sygnalizował kolejne piosenki do zagrania. Natomiast perkusista (przypominający z twarzy Geddy'ego Lee z zespołu Rush) walił w bębny z taką energią, że złamał pałki, której fragmenty doleciały mi aż pod stopy.

Najbardziej oczywiście czekałem na piosenki, które znam najlepiej i usłyszałem chyba wszystko co chciałem. Poza moim osobistym faworytem "Z Nieba Spadło" zespół zagrał rockowe petardy w postaci "Rockowca", "Diabli Nadali", "Parę Lat", jak i przepiękne ballady "Na Dnie Twojego Serca", "Ciemności Blask" oraz "Po Co Więcej Mi". Repertuar przekrojowy ze wszystkich lat działalności, ale zabawne jest to, że Riedel nie pamięta słów piosenek z ostatniej płyty bo przez cały koncert stoi przed nim śpiewnik do którego zerka tylko przy okazji numerów z krążka "Heartbreaker". Set podstawowy zakończył utwór "Rock And Roll To Jest To", a na jedyny bis zespół zagrał spokojne "Czyja To Wina".

Stanie tak blisko pod sceną ma swoje niezaprzeczalne atuty. Rzadko kiedy z dalszych rzędów widać jak zespół się między sobą porozumiewa i współpracuje. Iza powiedziała, że stałem przez pół koncertu z rozdziawioną buzią, zwłaszcza podczas patrzenia jak gra Riedel. Cóż Ja poradzę, że taki styl do mnie przemawia. Że widzę i słyszę tam styl gry Slasha, którego podziwiam odkąd skończyłem lat 7 (czyli bardzo dawno temu :P). Poza tym moją uwagę zwrócił tatuaż Jimi Hendrixa na prawym przedramieniu Riedla, czego na innym koncercie nie miałbym szansy dostrzec. Jedyne do czego mogę się doczepić to, że wielokrotnie nie słyszałem wyraźnie wokalu, ale myślę, że to kwestia bliskości sceny bo z dalszej części sali (co widać po filmiku) wszystko brzmiało doskonale.

Ogólnie jestem zachwycony tym co widziałem i słyszałem. I proszę o więcej koncertów Cree w Warszawie i okolicach. Dla takiej muzyki warto żyć.

Ps. Zapraszam do obejrzenia galerii z koncertu pod poniższym linkiem.
Galeria z koncertu Cree


24 kwietnia 2016 - Warszawa, Polska @ Klub Fugazi

Setlista:
01. Ja Wiem I Ty To Wiesz
02. Diabeł W Butelce
03. Każdy Rodzi Się Świętym
04. Ciemności Blask
05. Jestem Tu Dla Ciebie
06. Południe I Ty
07. Z Nieba Spadło
08. To Co Chciałeś
09. Na Dnie Twojego Serca
10. Diabli Nadali
11. Cały Nasz Świat
12. Parę Lat
13. Rockowiec
14. Po Co Więcej Mi
15. Kramek
16. Rock N' Roll To Jest To
Bis:
17. Czyja To Wina

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie