Strona Główna · Newsy · Artykuły · Linki · Muzyka · Playlista · Koncerty · Galeria · Forum · Kontakt Kwiecień 23 2018 23:19:04
Nawigacja
Strona Główna
Newsy
Artykuły
Linki
Sport
Muzyka
Playlista
Koncerty
Galeria
Forum
Szukaj
Kontakt
Ostatnie Artykuły
TOP 15 płyt w 2016 roku
Duff Mc Kagan - Sex,...
€uro oczami ki...
TOP 20 filmów w 2010...
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 6
Najnowszy Użytkownik: Joshrer
Alter Bridge - Warszawa 2017
W Mordowni

Kolejny, czwarty już koncert Alter Bridge w Polsce za nami. Zaledwie rok po występie w Katowicach, Amerykanie wrócili nad Wisłę, tym razem w trochę innych okolicznościach przyrody, bo panowie wybrali mały klub Progresja w Warszawie, zamiast dużej hali. Bardzo mnie to ucieszyło bo zawsze uważałem, że ten zespół ma charakter do grania w takich miejscach. A, że Warszawa, że blisko, że nie trzeba kombinować z dojazdem i noclegiem, to podjąłem decyzję, że się wybiorę, mimo, że nie spodziewałem się jakiejś wielkiej rewolucji w setliście w stosunku do zeszłorocznego gigu. I tak też było, ale po kolei.

Na koncerty w Warszawie chodzę już co najmniej 10 lat, ale w Progresji jeszcze nie byłem (w Proximie też, żeby nie było), mimo że to bardzo popularne miejsce na imprezowej mapie stolicy. Sam klub robi raczej kiepskie wrażenie, określiłbym go mianem mordowni, na szczęście publiczność była całkiem normalna. Co tam się jednak dzieje na innych stricte metalowych koncertach to wolę jednak nie wiedzieć :) Problemy były też z zaparkowaniem, bo na godzinę przed koncertem każda wolna "dziura" była już zajęta, włącznie z jakimś placem budowy. To zresztą niektórym kierowcom przysporzyło nie lada kłopotów gdyż na 15 minut przed wyjściem Alter Bridge na scenę, organizator wezwał do przeparkowania aut, które blokowały wyjazd z budowy, strasząc, że policja już tam jest :)

Supportem AB na obecnej trasie jest zespół As Lions, brytyjski zespół grający w podobnym stylu co gwiazda wieczoru, ale o wiele mniej przebojowo. Musze przyznać, że fajnie się tego słuchało. Jeśli zadaniem supportu jest rozgrzać publiczność to As Lions udało się to znakomicie. Wkurzający był jedynie wygląd basisty z długą niemęską grzywą i kolczykami o średnicy opon do Toyoty Yaris.



Alter Bridge jak zwykle nie zawiedli. Po krótkim intro, ostro ruszyli z "Farther Than The Sun", po czym poprawili bardziej melodyjnym "Come To Life" i kolejnym ciężkim kawałkiem z albumu "Fortress" czyli "Addicted To Pain". Jako czwarte w kolejce "Ghosts Of Days Gone By" z polską flagą, przygotowaną przez polski fan-club. Flaga wędrowała nad głowami publiczności przez cały kawałek. Ciężko mi powiedzieć co tam było napisane małym druczkiem oprócz nazwy zespołu, ale zespołowi się podobało, ponieważ Myles chwalił pomysł. Następny w kolejce świetny "Cry Of Achilles" z klimatycznym intrem. Jak zwykle wszystkie piosenki były po brzegi wypełnione znakomitymi solówkami w wykonaniu Marka Tremontiego.



Optymizmem powiało przy "My Champion" - nie zapominajmy, że zespół nadal promował ostatni krążek z którego pochodzi ten kawałek. Ale spokojniej było tylko przez chwilę, bo zaraz na scenę wjechały dwa szybkie, agresywne rockery - "Ties That Bind" oraz fantastyczny "Crows On A Wire" - mój faworyt od czasu katowickiego show. I tak przez cały wieczór - na zmianę spokojnie i aż do przesady hardcorowo. Zespół bawił się znakomicie - Myles non-stop zmieniał swoje miejsce do śpiewania - raz na środku, a raz z prawej strony sceny. Dużo też mówił, co jak na niego nie jest standardem. Często jednak niezrozumiale, ale to wina nagłośnienia mikrofonu przez technicznych, bo akustyce klubu nie można nic a nic zarzucić - jak na tak głośne granie każdy instrument było słychać znakomicie. Lecz to co najlepsze miało dopiero nastąpić ...



Najpierw chwila wytchnienia dla głosu wokalisty i wykonane przez Tremontiego ze wściekłością w głosie "Waters Rising". A potem creme de la creme wieczoru - dwie akustyczne ballady - standardowe solo Mylesa w "Watch Over You" i w duecie z Markiem "In Loving Memory Of" - piosenka poświęcona pamięci zmarłej matki gitarzysty, która poruszyła mnie do szpiku kości i chyba po raz pierwszy w historii mojego chodzenia na koncerty zakręciła mi się łezka w oku. Ważny temat i nieuchronność tego, że każdy z nas kiedyś straci rodziców jest wstrząsająca. Zrobiło się tak refleksyjnie i oczyszczająco. Piękne i ważne piosenki w cudownym wykonaniu.



A jakby tego było mało, kolejny utwór to "Blackbird", czyli najlepsze co Alter Bridge kiedykolwiek stworzyli i pewnie kiedykolwiek stworzą. Po piosence na scenę poleciały setki świecących kolorowych pałeczek, które miały tworzyć klimat na "Blackbird". Zespół dzielnie stawił czoła lecącym ku nim przedmiotom i nawet bombardowany z każdej strony Myles nie stracił rezonu mówiąc, że pewnie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy jedną z najlepszych rock n' rollowych publiczności na świecie. A chłop wie co mówi, bo zjeździł cały świat wielokrotnie. Dodał, że lubią tu wracać ze względu na atmosferę. Ze względu na pieniążki pewnie też, bo koncert parę dni temu całkowicie się wyprzedał.



Po tym zagrali niespodziewanie "Shed My Skin", utwór z pierwszego albumu "One Day Remains" z 2004 roku grany niezwykle rzadko. Prawdziwy rarytas, chociaż zupełnie nie w moim klimacie. Wolałbym w to miejsce np. "Slip To The Void", którego po raz kolejny się nie doczekałem. Na koniec setu podstawowego panowie uraczyli nas 3 standardami w postaci "Metalingus", "Isolation" oraz "Open Your Eyes".

Na bisy świetne "Show Me A Leader" oraz gitarowy pojedynek na dwa wiosła i 12 strun, czyli solówkowy zawrót głowy w wykonaniu duetu Kennedy - Tremonti. Tym samym panowie powrócili do sprawdzonego patentu sprzed lat, to samo zaprezentowali 6 lat temu na kampusie SGGW podczas Ursynalii, najlepszego jak dotychczas ich występu w Polsce. I najświeższy koncert nic w tym względzie nie zmienił, co najwyżej wskoczył na drugie miejsce, tuż przed gig w Katowicach. Głównie ze względu na bardziej kameralny klimat. Na wielki finał tradycyjnie "Rise Today".



To był mój 4 koncert Alter Bridge i 7 Mylesa Kennedyego (3 ze Slashem). Jednych jego wokal irytuje, innych jego śpiewanie przyciąga oryginalną barwą głosu. Szczerze mówiąc ja go wolę w AB, tu się lepiej sprawdza, tu się może wyżyć na gitarze i ten zespół jest bardziej "jego" niż projekt gitarzysty Gunsów. A, że Myles należy do ludzi kreatywnych i pracowitych to w przyszłym roku znowu możemy się go spodziewać albo w studiu albo w trasie, podczas której na pewno nie ominie naszego kraju. A wtedy ja się pewnie tam zjawię i znów napiszę Wam parę słów od siebie.



Data: 20 października 2017
Miejsce: Progresja (Warszawa, Polska)
Support: As Lions

Setlista:
01. Farther Than The Sun
02. Come To Life
03. Addicted To Pain
04. Ghost Of Days Gone By
05. Cry Of Achilles
06. My Champion
07. Ties That Bind
08. Crows On A Wire
09. Waters Rising
10. Watch Over You
11. In Loving Memory Of
12. Blackbird
13. Shed My Skin
14. Metalingus
15. Isolation
16. Open Your Eyes

Bisy:
17. Show Me A Leader
18. Myles And Mark - Dueling Guitar Solos
19. Rise Today

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Facebook

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie